Riomaggiore/Cinque Terre – tłoczna włoska perełka

Riomaggiore to jedna z pięciu miejscowości należących do słynnego CInque Terre wpisanego na listę zabytków UNESCO. To słynne miejsce jest położone na wzgórzu, w którym znajdują się domy schodzące jeden po drugim do morza. Cała miejscowość to niezwykle malownicza perełka włoskiej architektury i klimatu. Niestety Riomaggiore, jak wszystkie miasta wchodzące w skład Cinque Terre, jest bardzo zatłoczone. Masowa turystyka dociera tam nawet poza sezonem. Z pewnością jest to miejsce, które warto zobaczyć i bardzo serdecznie Wam je polecamy.

Zastanawiamy się jednak jaki jest cel przybycia turysty do takiego miejsca. Dlaczego mieszkańcy tego miejsca, (tak, nadal mieszkają tam ludzie) muszą pisać przed swoimi domami tabliczki, na których proszą o szacunek („proszę nie niszcz moich kwiatków”, „proszę nie podpisuj się na moich drzwiach”, „zobacz jak tutaj jest pięknie, ale proszę uszanuj to miejsce”). I czy turyści, którzy ustawiają się w kolejce do zdjęć w „słynnych” miejscach zobaczą jak tam naprawdę jest pięknie. Nasze pytania po wizycie w Riomaggiore pozostają bez odpowiedzi, jedno jest pewne jedźcie to zobaczyć. To niezwykłe włoskie cudeńko naprawdę nas zauroczyło.

Dla praktycznych

W Riomaggiore jest wyznaczony szlak, którym poruszają się turyści.

Do miasteczka trafiliśmy pociągiem (trenitalia) z Genui przez wspomniane wcześniej Sestri Levante. Koszt dojazdu z Genui do Cinque Terre to 7 euro za osobę.

Z Riomaggiore do kolejnych miejscowości Cinque Terre można dostać się pieszo trasą spacerową, albo pociągiem.

Dobre owoce morza na wynos wzięliśmy z Tutti Fritti (Via Colombo, 161).

 

Sestri Levante – najlepszy przypadek podróży

Sestri Levante, inaczej baśniowe miasteczko Andersena to miejsce, do którego trafiliśmy przypadkiem. Znajduje się po drodze trasy pociągiem z Genui do słynnego Cinque Terre i to właśnie dlatego się tam znaleźliśmy. Wybierając się do Riomaggiore, okazało się, że tańsza opcja to dojazd do Sestri i tam, po pół godzinie czekania przesiadka na kolejny pociąg. Miły widok z peronu spowodował, że czuliśmy zaproszenie do zwiedzenia tego miasta. Coś nas do niego ciągnęło.

Szybko zaczęliśmy się zastanawiać jak możemy wykorzystać czas oczekiwania na drugi pociąg i właśnie wtedy zorientowaliśmy się, że te odjeżdżają stamtąd co godzinę. Postanowiliśmy więc wrócić na peron dwie godziny później, a podarowany sobie czas spędzić w Sestri Levante.

Miejscowość Sestri to położone pomiędzy dwiema zatokami miejsce, które czaruje swoim krajobrazem. Początkowo miasteczko było położone na wyspie, która z czasem rozbudowała się docierając do lądu. To raj dla żeglarzy, miłośników czystych, zadbanych i dopieszczonych miejsc, a także luksusowych restauracji. Ceny w miasteczku nie należą do najniższych, a jednodniowa wycieczka jest wystarczająca żeby obejrzeć miasto.

Plaża Baia de Silenzio

Przez Sestri przechodzi deptak via 25 Aprile, a po obu jej stronach mamy dostęp do morza i dwie plaże. Gdyby nie było tam typowych dla Włoch zabudowań można by pomylić to miejsce z naszym Półwyspem Helskim.

Jedną z plaż, jest piaszczysta(!) Baia de Silenzio, na której znajdują się urocze kawiarnie, a w morzu zacumowane łódki. Można tutaj spotkać Włochów pochłoniętych w lekturze i poczuć (poza sezonem) bardzo kameralny charakter miejsca.

Domy i stare miasto

Przez Stare Miasto Sestri prowadzi droga, która wiedzie pomiędzy pięknymi domami. Budynki te robią duże wrażenie, a ich kolorystyka, okiennice, balkony, markizy i wszystkie inne detale powodują, że człowiek zwalnia i chce oglądać więcej i więcej i jeszcze więcej.

Droga na wzgórze

Na głównym placu pomiędzy dwiema plażami znajduje się Basilica of Santa Maria of Nazareth , która jest dobrym punktem orientacyjnym. To właśnie tutaj, mijając ją po swojej prawej stronie dobrze jest zacząć swój spacer pod górkę. Z każdym kolejnym krokiem widoki są coraz ciekawsze, a Sestri z góry prezentuje się bardzo malowniczo. Po drodze trafiamy całkiem nieźle zachowane na ruiny Oratorium świętej Katarzyny. Wędrówkę urozmaicają ciekawe elementy budynków, drzwi, a nawet klamki!, pachnące rośliny i widoki z każdej ze stron. Na końcu drogi trafiamy na kolejny, bardzo piękny stary kościół Saint Nicolo. Z okolic kościoła roztacza się widok na Półwysep Sestri i Zatokę Baia de Silenzio.

Molo Foraneo i widok na przystań

Na samym końcu Sestri Levante, w miejscu gdzie miasto łączy się już z Morzem postawiony jest duży falochron. To miejsce, gdzie można podziwiać z jednej strony zatokę i niesamowitą przystań Sestri, a z drugiej ogrom Morza Liguryjskiego. My w tym miejscu zakończyliśmy naszą wycieczkę i wracając z powrotem przez piękne miasto udaliśmy się na pociąg do słynnego Cinque Terre.

Dla praktycznych

Do Sestri Levante dostaliśmy się pociągiem ze stacji Genova Sturla. Za bilet Trenitalia zapłaciliśmy 4.20 Euro. Rozkład jazdy jest bardzo czytelny i można go sprawdzić na stronie https://www.trenitalia.com/ .

 

 

Obalanie mitów w Genui

Jak zazwyczaj, planując podróż do Genui podążyliśmy w otchłań internetu w poszukiwaniu inspiracji. Z przeczytanych blogów, komentarzy i opinii dowiedzieliśmy się samych smutnych rzeczy. Turyści pisali, że poza ładnymi odcieniami domów przy głównej plaży to w zasadzie nic w Genui nie ma. Stare miasto? Za duże, brudne i przemysłowe. Plaża? Kamienista. Port? Gdzie tam! Tylko wycieczkowe statki. Jednym słowem lepiej Genuę ominąć i od razu ruszyć na jakąś wyspę, no albo chociaż do Mediolanu. A my już kupiliśmy bilety…

Co zrobiliśmy? Nie dowierzając, pojechaliśmy do Genui. I była to pierwsza, najlepsza decyzja podczas tamtych wakacji. Pierwsza najlepsza? Tak. Tym razem najlepszych decyzji było więcej.

O ile z opiniami na temat Turynu, częściowo (podkreślamy częściowo!) jesteśmy się w stanie zgodzić, tak z tymi o Genui kompletnie nie. To miasto, w którym jest… wszystko. Są, do znudzenia wspominane przez nas, wąskie uliczki umożliwiające błąkanie się pomiędzy nimi. Jest piękna plaża, na której nawet „odludek” znajdzie dla siebie miejsce. Są przepiękne nowoczesne perełki architektoniczne w samym centrum miasta. Jest jedzenie i są ludzie, którzy na każdym kroku dyskretnie przypominają „Niech Cię nie zwiedzie duże miasto! To cały czas urocze, przytulne Włochy”.  I w to uwierzyliśmy. A to miejsca świadczące o „przytulności”:

Boccadasse – plaża w centrum miasta

Kiedyś wioska rybacka, a dziś dzielnica miasta. To jedna z piękniejszych plaż jakie widzieliśmy za granicą podczas naszych podróży. Mimo tego, że jest dość mała i oblegana, pozwala na znalezienie intymnej przestrzeni (na początku września). Większość osób wybiera tę plażę na aperitivo, czyli spotkanie się z bliskimi na tzw. koktajl. Nie będziemy ukrywać, że to nasza ulubiona forma korzystania z plaży, a zarazem ulubiona „restauracja”. Wino, pieczywo, oliwa, ser – to wszystko na rzuconym na przybrzeżne skały szalu w towarzystwie zachodu słońca. Bajka.

Santa Chiara

To przylądek kryjący się zaraz kolorowymi domkami z Boccadasse. Z jego góry roztacza się piękny widok na morze. Obfituje w liczne knajpki w bardzo miłym klimacie i często z muzyką na żywo. Osobiście przysłuchiwaliśmy się niby zwykłemu włoskiemu gitarzyście, co jednak z obrazem morza, który mieliśmy przed oczami było niesamowitym spektaklem.

Piazza de Ferrari – rozdziela i łączy

Główny plac Genui ozdobiony fontanną w centralnym jego punkcie jest połączeniem Starego i Nowego miasta. Wszystkie odchodzące od niego ulice są godne uwagi dla miłośników architektury i włoskiego klimatu. A może tak naprawdę plac nie łączy a dzieli dwie części miasta?

Via Settembre

Jedna z ulic odchodząca od Głównego Placu, via Settembre to główna ulica handlowa w Genui. Piękna posadzka, portyki, nowoczesne witryny sklepowe najdroższych marek i przepych goszczą na każdym kroku via Settembre.

Via Dante

Drugą z ulic wartych uwagi jest Via Dante, która prowadzi do kwadratowego placu Piazza Dante z klasyczną starą zabudową.

Stare Miasto

Caruggi to bardzo wąskie uliczki miasta znajdujące się w dzielnicy portowej, umożliwiające spacer pomiędzy wysokimi kamienicami. Można w nich znaleźć małe sklepiki, ustronne restauracje i kawiarnie, a także dużo perełek architektonicznych.

Jedną z nich jest Katedra położona w otchłani Starego Miasta Genui. Jak na maleńkie miasteczko w dużym mieście jest pokaźnych rozmiarów, a dostrzeżona podczas spaceru robi duże wrażenie.

Stare Miasto łączy się z dzielnicą Boccadasse, w której jest wspomniana wcześniej plaża.

Nasz nocleg

Jeszcze tylko kilka słów o naszym noclegu w Genui. Może to nic niezwykłego, my jednak pierwszy raz na własnej skórze przekonaliśmy się, że jeśli tylko chcemy możemy zrozumieć drugiego człowieka.

Dwie noce w Genui spędziliśmy w najtańszym, przypadkowo znalezionym noclegu z bookingu. Okazało się, że jest to dom, który będziemy współdzielić razem z właścicielem. W domu był jeszcze jeden pokój dla turystów- nikogo w nim jednak nie było.

Pan właściciel okazał się bardzo miłym człowiekiem, z którym kompletnie nie mogliśmy się zrozumieć poprzez słowa. Mimo to, że żadne słowo wypowiadane przez właściciela nie było nam znajome (pan mówił po włosku, my po polsku i angielsku) dogadywaliśmy się perfekcyjnie. Niesamowite jak wiele gesty, ekspresja i emocje mogą wytłumaczyć. (Poza sprawami formalnymi - te załatwialiśmy oczywiście przez translator).

Zastanawiamy się jak teraz, w dobie pandemii Pan, który z chęcią dzielił się z nami swoją kawą, i rogalikami na śniadanie, radzi sobie. Jeśli będziecie mieli ochotę wybrać na kierunek swojej podróży Genuę poniżej link do tego miejsca. Miejcie proszę jednak na uwadze, że nie jest luksusowe pod względem warunków, a jest pod względem atmosfery.

Teraz już chyba wiecie dlaczego Genua kojarzy nam się z obalaniem mitów. Jeśli ktoś pisze, że nie warto, a was tam ciągnie to uwierzcie mi warto. Kolejny raz ufanie swojej intuicji procentuje i powiemy więcej- przypominanie sobie tej historii i tych miejsc powoduje, że chcemy z powrotem. Do Genui. Nie nudnej.

Dla praktycznych

Do Genovy dostaliśmy się z Turynku FlixBusem, który zarezerwowaliśmy około dwa tygodnie wcześniej już w Polsce, przejazd kosztował nas 25zł od osoby.

Za nocleg u Pana w Genovy (Casa del Sole) zapłaciliśmy 260zł/osobę za 4 noce.

 

Kiedy w środku nocy wylądowaliśmy Wizzairem w Turynie wszystko wydawało się inne. Piesza wędrówka do hotelu, prowadząca nieznanymi ulicami dużego miasta wydawała się bardzo mroczna. Mijaliśmy stare fabryki z powybijanymi oknami, brudne ulice. Co chwilę przebiegające chodnikiem koty, w półcieniu latarni, dodawały dramaturgii. W końcu po pełnym dreszczy spacerze, kupując po drodze pizzę trafiliśmy do hotelu. Zarezerwowaliśmy go na jedną noc (w pobliżu lotniska) żeby rano ruszyć dalej. I…

Rano wszystko było inne. Dzielnica, w której się znajdowaliśmy po prostu była umiejscowiona na obrzeżach, w wyludnionej części miasta (wiedzieliśmy, że się tam znajduje, lecz nie spodziewaliśmy się jej charakteru). Początkowo nieprzyjemny wstęp został zrekompensowany przez promienie słońca oświetlające włoskie uliczki, a w zasadzie ulice dużego miasta. I tak właśnie rozpoczęliśmy niezwykłą podróż po Włoszech Północnych.

Mroczne początki w Turynie

Turyn to duże miasto, będące stolicą Piemontu. Mimo, że czuć w nim klimat Włoch różni się on od tego z czym my kojarzymy ten kraj, czyli miasteczek, bogatych w wąskie uliczki pozwalających na przypadkowe szwendanie się bez cel.

Miasto jest znane przede wszystkim z przemysłu. Fiat, Lavazza, Superga i wiele innych znanych firm pochodzi właśnie z tego miejsca. My w Turynie byliśmy przejazdem, stanowił on punkt przylotu i wylotu z Włoch, a także dobrą bazę wypadową w stronę Genui i Cinque Terre. Przed wylotem, mając około sześć wolnych godzin udało nam się odrobinę zwiedzić miasto. Pomimo mało przytulnego charakteru Turynu doceniliśmy kilka miejsc, które w nim zwiedziliśmy.  Oto i one:

Parco Del Valentino

Miły czas w Turynie spędziliśmy w Parku nad rzeką Pad. Parco del Valentino jest położony na południowo-wschodnich obrzeżach miasta i stanowi jego symbol. Wchodząc do Parku od razu czuć jego pozytywną energię. Wszystko to za sprawą Włochów, którzy organizują w nim pikniki, czytają książki, grają na gitarach, dużo jedzą i szczerze uśmiechają się do siebie wzajemnie. Samo miejsce jest bardzo malownicze, a przepływająca przez Park rzeka dodaje mu charakteru.

Castello Del Valentino

W sercu Parku del Valentino znajduje się powstały w miejscu dawnego zamku pałac wpisany nam listę zabytków UNESCO. Aktualnie mieści się w nim wydział Architektury Politechniki Turyńskiej. My zamek oglądaliśmy wyłącznie z zewnątrz i bardzo nam się podobał. Podobno jego wnętrza potrafią zachwycić i zrobić wrażenie, niestety można je oglądać wyłącznie dwa razy w miesiącu.

Dla praktycznych

Zwiedzanie zamku możliwe jest jedynie w pierwszą i trzecią sobotę każdego miesiąca. Kosztuje 3.5 euro i wymaga rezerwacji z 8 dniowym wyprzedzeniem.

Most Vittorio Emanule na najdłuższej włoskiej rzece

Kolejnym punktem wartym zobaczenia jest słynny Most Vittorio Emanuele na rzece Pad. Znajduje się on w południowo-wschodniej części Turynu, a z jego okolicy roztacza się przepiękny widok na całe miasto. Z jednej strony, natura, parki obfite w różnorodną roślinność, a z drugiej typowa dla Turynu architektura i zabudowania miasta. Pewnie, gdybyśmy zostawali w Turynie na noc chętnie przyszlibyśmy w to miejsce wieczorem, nasza intuicja podpowiada, że tam można poczuć klimat miasta.

Architektura

Trochę w Turynie przejechaliśmy tramwajem, trochę przypadkowych dróg pokonaliśmy pieszo. Jedno jest pewne. W każdym momencie tego miasta zachwycał nas jakiś budynek. A to stara włoska kamienica, gdzieś tam piękny dom w całości porośnięty bluszczem, albo ciekawa architektura na dworcu, czy bogate w detale okiennice i balkony mieszkańców Turynu. Wszystko robiło wrażenie.

Pomimo tego, że nie zauroczyliśmy się tym miastem i nie tęsknimy też za nim było nam w nim miło. Przez swoją zieleń, która zdobiła całe miasto, dobrą pizzę na każdym rogu i włoską radość opuściliśmy je zadowoleni. A może byliśmy w nim za krótko żeby się zakochać?

Dla praktycznych

Za lot z Krakowa do Turynu liniami Wizzair zapłaciliśmy 95zł za osobę w dwie strony.

Z lotniska do centrum Turynu planowaliśmy jechać pociągiem(bilet około 2 euro). Dworzec znajduje się przy samym lotnisku, niestety pociąg, który widniał w rozkładzie nie przyjechał. Nie możemy więc polecić tej opcji. Finalnie do centrum Turynu dojechaliśmy autobusem linii Sadem Bus Shuttle, za który zapłaciliśmy 5,5 euro od osoby. Autobusy kursują spod samego lotniska od 6 rano do północy

 

Włochy Północne. Nasza podróż przez Turyn, Genuę, Sestri Levante i Riomaggiore.

20 lipca 2020

Wszelkie prawa zastrzeżone

Jesteśmy na: